Jak skutecznie nauczyć się kanji 




jak skutecznie nauczyć się kanji - japonia-info.pl

Dziś kolejny odcinek poradnika „jak nauczyć się japońskiego”. „Nauczyć” z akcentem na „na”. Na „uczenie” się szkoda czasu – można go lepiej wykorzystać, np. na oglądanie anime w oryginale ;-) Dziś pozastanawiamy się jak skutecznie nauczyć się kanji i czy to w ogóle możliwe.

No to, jak skutecznie nauczyć się kanji? Dobra wiadomość na początek – da się. Da się opanować nie tylko całe joyo, ale nawet więcej. Druga dobra wiadomość – Japończycy też zapominają znaków, zwłaszcza dziś, w dobie powszechnego korzystania z komputerów.

Ale wróćmy do tematu. JAK zrobić to efektywnie? Moje doświadczenia pokazały, że trzeba to robić kompleksowo i na bieżąco korzystać ze zdobytej wiedzy. Co to znaczy?

Czego nie robimy?

Nie wkuwamy znaków jakby były osobnymi bytami. Strata czasu, bo one osobnymi bytami nie są. Łączą się w słowa, zdania. Z lego się buduje, a nie – wrzuca pojedyncze klocki do wielkiego pudła. Jeśli jednak uważacie, że jest to lepszy sposób nauki, to nie zapomnijcie potrząsnąć od czasu do czasu pudłem, żeby wszystko dobrze się wymieszało ;-)

Nie wierzymy cudownym metodom, które za-gwa-ran-tu-ją nam opanowanie joyo w trzy miesiące. To znaczy ja naprawdę wierzę, że są geniusze, którzy w tym czasie wykują prawie 2.200 znaków na pamięć. Książki telefonicznej tej można się nauczyć i nawet w sumie będzie to wiedza praktyczniejsza niż umiejętność wyrecytowania tabeli joyo. Znaki, jak słowa, bez kontekstu nie istnieją – są tylko ładnymi ornamentami.

Pamiętamy, że do opanowania mamy: czytania, pisanie i znaczenie. 

  1. Zacznijmy od czytań, bo to wyzwanie dla twardzieli. Są znaki, które mają tuzin czytań, a są takie, które co prawda mają tylko jedno, ale za to jest ich ponad 20, – np. コウ  trzeba to ogarnąć nie tylko ciężką pracą, ale też sposobem. Przede wszystkim przyda się trochę teorii i wiedza o tym, że znaki, ze względu na sposób utworzenia, dzielą się na sześć typów. Jednym z nich, za to obejmującym ok. 85% wszystkich kanji są złożenia fonetyczno-semantyczne, czyli znak składa się z części wskazującej zakres znaczeniowy i z części sugerującej sposób odczytania. Oczywiście lepiej sprawdza się to w chińskim niż w japońskim, który oryginalne brzmienia przefiltrował i zniekształcił, ale jakieś wsparcie w zapamiętaniu on’yomi to zawsze jest. Dodatkowo, warto konsekwentnie zapisywać czytania tak, żeby na pierwszy rzut oka było widać, do której grupy się zaliczają, najlepiej kaną: on’yomi katakaną, a kun’yomi hiraganą. Jeśli jednak upieracie się przy romaji, to on’yomi zapisujcie samymi wielkimi literami, a kun’yomi – małymi. A teraz rada niewychowawcza ;-)  – czytań, jako osobnych bytów, uczcie się tylko, jeśli od tego zależy zaliczenie na studiach (na japonistykach każą jeszcze wkuwać wszystkie czytania?). Jeśli nie musicie – zapoznajcie się z bogactwem różnych yomi oferowanych Wam przez dany znak i uczcie się ich tylko w kontekście wyrazu.
  2. Pisanie jest z tego wszystkiego najłatwiejsze, bo do opanowania jest kilka prostych reguł, a potem ręka sama już „zapamiętuje”, a nawet „wie” jak coś napisać. Najtrudniejsze pod tym względem jest jakieś 100 pierwszych znaków – potem idzie z górki :-) ALE: trzeba (o ile zależy nam na pisaniu ręcznym) poćwiczyć stawianie kresek. Ręka „uczy się” działając – samo wpatrywanie się w znak niewiele pomoże.
  3. Znaczenie – tu znowu robi czasem się trudniej, bo niektóre znaki mają więcej niż jedno znaczenie. Ale nie jest to aż tak powszechne, żeby zamartwiać się na zapas. Wato za to  wykonać manewr uprzedzający i – znajdując w podręczniku nowe słowo, zapisane „póki co” kaną (bo znak będzie wprowadzany pięć rozdziałów później) – sprawdzić pisownię w kanji i dopisać ją do notatek nt. słówka. Warto też pamiętać o pierwiastkach – każdy z nich ma jakieś znaczenie i może podpowiadać co oznacza dany znak.

A propos pierwiastków – przy wyszukiwaniu w słownikach warto zapamiętać ich numer, np. 心 a nr 61. Czasem łatwiej wyszukać pierwiastek po numerze.

Co zatem robimy?

Uczcie się znaków w kontekście. Nauka bez kontekstu jest sztuką dla sztuki. Skąd brać przykłady zdań? Można skorzystać ze słowników on-line, np.: Jisho, Tangorin, JapanDict. Albo kupić trzytomowy kurs kanji autorstwa wykładowców Uniwersytetu Warszawskiego. Ma trochę wad, ale zaletą są ćwiczenia ze zdaniami do tłumaczenia na polski. Darujcie sobie zdania zapisane romaji pod danym znakiem (przerabiałam temat ileś lat temu i nadal nie ogarniam logiki) i przejdźcie od razu na koniec książki, do klucza. Tam znajdziecie zdania zapisane normalnie (czyli „krzaczkami”) i ich tłumaczenia na polski. Rok wydania to 2007 (więc seria zawiera joyo sprzed rozszerzenia!), ale pewnie można ją gdzieś w necie wytropić.

Uczcie się skojarzeniami, jeśli taka mnemotechnika Wam pomaga. Budowanie historyjek nt. znaków to niezła zabawa, zwłaszcza jeśli wymienicie się nimi z towarzyszem niedoli. Trochę śmiechu jeszcze nikomu nie zaszkodziło.

Nie ograniczajcie się do tych informacji dot. danego kanji, które koniecznie musicie zapamiętać. Ja np. lubię wiedzieć czemu znak wygląda tak a nie inaczej, jak wyglądały jego stare formy i czy miał kiedyś jeszcze jakieś inne znaczenia. Ale ja w ogóle lubię kanji :-)

Spróbujcie map skojarzeń. Możecie je budować wg czytań, pierwiastków, innych wspólnych elementów, zakresów znaczeniowych itp. Ważne, żeby co jakiś czas zejść z utartego szlaku i zmusić mózg do nowej aktywności i poszukiwania sensu w nowych kombinacjach. Poniżej widzicie przykład prostej, jednopoziomowej, mapy bazującej na pierwiastku 疒 i skojarzeniach znaczeniowych ze znakiem 病 (choroba).

 

 

A w jakiej kolejności najlepiej się uczyć?

W tej kwestii najczęściej ogranicza nas podręcznik narzucając kolejność. Trudno, żeby było inaczej. Ale, jeśli ktoś czuje potrzebę dodatkowej pracy własnej albo jedzie do Japonii już zaraz i nie chce zamiast do toalety trafić gdzieś gdzie jest zakaz wstępu, może wypróbować inne metody:

No i, oczywiście, wykorzystujcie nową wiedzę – czytajcie, róbcie tajne notatki. Dobrej zabawy :-) Tylko pamiętajcie – samo się nie nauczy…

ikona wpisu: MIKI Yoshihito. (#mikiyoshihito) via Foter.com / CC BY



2 Komentarze

  1. „Nie wierzymy cudownym metodom, które za-gwa-ran-tu-ją nam opanowanie joyo w trzy miesiące.” – domyślam się, że ten cytat odnosi się do metody p. Jamesa Heisiga, która jest w stanie sprawić, że te trzy miesiące są całkiem prawdopodobne. Domyślam się, że metoda ta jest Pani znana, więc tylko dla dobra czytających ten komentarz chciałbym dodać, że te legendarne trzy miesiące będą poświęcone *wyłącznie* na intensywną naukę stawiania kresek i po tym czasie osoba ucząca się kanji nadal nie będzie w stanie czytać japońskich tekstów. Opinię co do tego czy warto się uczyć kanji wg Heisiga czy wg nie-Heisiga zostawiam też do wyboru czytelnika.

    PS.
    Miło się czyta Pani artykuliki w języku w którym „biernik” i „dopełniacz” są pojęciami nie wymagającymi wyjaśnień (w przeciwieństwie od takiego angielskiego… np.). Pozdrawiam.

    • Między innymi chodzi o Heisinga, choć ostatnio w internecie mamy urodzaj na cudowne metody na cokolwiek.
      Heising jest dobry jako metoda wspomagająca lub odskocznia od rutyny. Jako wyłączny sposób opanowania kanji, moim zdaniem, jest słaby. Ale może są jednostki wybitne, którym wystarczy. Jednak, choć jestem wielką fanką ułatwiania sobie życia, nie wierzę w takie „trzymiesięczne skróty”. Z pewnością ma Pan rację, każdy powinien sam ocenić, jakie metody są w jego przypadku najskuteczniejsze.

      Ad PS – bardzo dziękuję. To niewątpliwa zaleta polskiego, że pewne rzeczy są oczywiste ;-)

Dodaj komentarz