Jak polubić gramatykę japońską i nie zwariować




jak polubić gramatykę japońską i nie zwariować - japonia-info.pl

Czwarta część poradnika skutecznej nauki japońskiego skupi się na gramatyce – “ulubienicy” wielu uczących się ;-) Zatem, jak polubić gramatykę japońską i nie zwariować?

Po co komu gramatyka?

“Po co mi ta cała gramatyka?” – pyta wielu z Was uważając, że szkoda czasu na wkuwanie regułek i ważniejsza jest nauka praktyczna. Fakt, nauka praktyczna (mówienie, słuchanie, pisanie) jest najważniejsza, bo na uczenie się samych słówek i/lub regułek faktycznie szkoda czasu, chyba że ktoś lubi uprawiać sztukę dla sztuki.

Jednak nie jest do końca tak, że gramatyka “sama wchodzi” podczas praktycznego kontaktu z językiem i nie ma co sobie nią zawracać głowy poświęcając swój cenny czas wyłącznie na nią. Tak to niestety nie działa. Albo inaczej – działa do pewnego momentu. Jeśli nauka języka ma polegać na opanowaniu zwrotów survivalowych oraz umiejętności odpowiedzenia na pytania  typu “skąd jesteś”, “ile masz lat”, “czy jadłeś już sashimi i czy ci smakowało”, czy też “prawda, że japoński jest trudny”, to faktycznie zorganizowaną naukę gramatyki można sobie odpuścić i ograniczyć się do wkucia gotowych zwrotów oraz zrobienia kilku dryli, które pomogą nabrać swobody w zamienianiu w wyuczonym zdaniu “sushi” na “sashimi” albo “czerwony” na “zielony”.

Jeśli jednak zamierzacie uczyć się japońskiego (bądź dowolnego języka obcego) bardziej na poważnie, to bez gramatyki się nie da. To trochę jak z robieniem deserów: można kupić herbatniki i posmarować je nutellą. Jest to jadalne, ale też nie są to żadne wyżyny sztuki kulinarnej. Można kupić ciasto w proszku, dodać do niego to, co podane w przepisie, wymieszać i otrzymać całkiem fajny efekt końcowy. No i można też zgromadzić niezbędne składniki, wymieszać je zgodnie z przepisem i upiec coś ekstra. A potem to jeszcze fikuśnie ozdobić. Czujecie różnicę? Składniki ciasta to słówka, gramatyka – przepis na łączenie. W zależności od biegłości w posługiwaniu się technikami cukierniczymi może nam wyjść przekąska albo deser roku. Polski ma nawet na tę okazję doskonałe przysłowie: “Bez pracy nie ma kołaczy”. Prawda, że adekwatne?

Jak polubić?

Przede wszystkim powiedzmy sobie szczerze – akurat gramatyka to nie jest w japońskim jakieś wielkie halo. Jej prostota może nawet osłabiać czujność początkujących. Proste, poprawne gramatycznie zdania, można zacząć swobodnie budować już po pierwszej lekcji. Na drugiej dowiadujemy się, jak stworzyć formę przeczącą; na trzeciej – jak utworzyć czas przeszły (a przy okazji i formę łączącą). Oczywiście na tym etapie nie ma mowy o uprzejmościach, nawet o “masu”, ale dogadać się można i to w miarę poprawnie. Z polskim by tak łatwo nie poszło ;-)

Schody (chociaż wcale nie takie strome i kręte) zaczynają się później, ale nie są to koncepcje, z którymi radzą sobie tylko najstarsi japońscy górale. Warto zatem, z jednej strony, nie dać się uśpić na początku i, z drugiej, nie nastawiać się negatywnie na zapas.

Popatrzcie na gramatykę jak na zbiór łamigłówek. Ilekroć rozgryziecie kod (czyli konstrukcję gramatyczną) awansujecie jeden poziom do góry. To naprawdę dobre ćwiczenie na myślenie outside the box. Nie dajcie się ograniczać własnym przesądom ;-)

Jak sobie ułatwić?

Szukajcie podobieństw. W japońskim nie ma czasu przyszłego? Po polsku też mówimy “jutro idę do kina”. Są klasyfikatory? To tak jak nasza “jedna para spodni”. Japońskie partykuły przypadków bardzo często działają tak jak polskie przypadki: 花見る [はなをみる] (widzieć [kogo/co] kwiat), スプーン紅茶掻き回す [スプーンでこうちゃをかきまわす] (mieszać [kim/czym] łyżeczką [kogo/co] herbatę). Postrach wszystkich: język grzecznościowy – jakbyśmy nie mieli swojego, całkiem rozbudowanego, systemu uprzejmości. Japończycy, podobnie jak my, mają często podmiot w… domyśle. Oczywiście nie traćcie czujności, żeby nie popaść w stan “to będzie tak, jak po polsku, tylko słówka japońskie”. Niestety, nie zawsze tak jest.

Cieszcie się różnicami: właściwie nie ma liczby mnogiej, rzeczowniki nie mają rodzajów, czasowniki nie odmieniają się przez liczby i osoby, jest forma ciągła (której mi osobiście bardzo w polskim brakuje) i sprawcza (która też by się przydała – byłoby mniej mówienia), fikuśne przyporządkowania do klasyfikatorów (tak, zajęcy nie liczymy jak małe ani nawet jak duże zwierzęta – liczymy je jak… ptaki; a nagrobki liczymy jak tamy, reaktory i toaletki – no przecież to jest cudowne :-) ).

Jak nie zwariować?

Polubienie to bardzo dobry krok w kierunku zachowania zdrowia psychicznego. Jako studentka preferowałam robienie notatek gramatycznych w formie map myśli: strzałki, skojarzenia, odsyłacze do zjawisk podobnych albo wręcz przeciwnie – łudzących. Kiedy obie coś narysujecie – widać jak na dłoni: “tu wlata, tam wylata” i efekt musi być taki jaki ma być.

Wyjątki zaznaczajcie kontrastowym kolorem. Dużo tego w japońskim nie ma, więc tym łatwiej będzie zapamiętać, bo kontrast będzie bardziej rzucać się w oczy.

Klocki Waszym przyjacielem. Serio, serio. Albo kolejka. Przypatrzcie się, jak budowane są np. formy czasownikowe: do części głównej dołączane są kolejne – zupełnie jakby ktoś dostawiał kolejne cegiełki, czy też dołączał wagoniki. Taka zabawa pomaga zapamiętać różne rzeczy, bo im więcej zmysłów jest zaangażowane w naukę, tym szybsze i trwalsze są jej efekty.

Traktujcie gramatykę jako element poznawania kultury. Zgodnie z hipotezą Sapira – Whorfa język i sposób postrzegania świata są ze sobą powiązane. Ucząc się gramatyki języka obcego macie możliwość zaobserwowania w jaki sposób osoby posługujące się danym językiem od urodzenia widzą świat. To dodatkowa zaleta i spore ułatwienie podczas posługiwania się niuansami językowymi.

No i będziecie umieli złożyć zdania, którym bliżej będzie do tortu niż do herbatników z nutellą ;-)

ikona wpisu:  Ruth and Dave via Foter.com / CC BY



Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis

Dodaj komentarz