Mity na temat języka japońskiego

japońska klawiatura - japonia-info.pl

Mity na temat języka japońskiego – to weźmiemy dziś na tapetę w ramach akcji „W 80 blogów dookoła świata”.  Stereotypy dot. języka lub kraju są bowiem tematem kolejnego wspólnego blogowania. Tym razem zebrałam się, spięłam i nie przegapiłam terminu, z czego jestem niezwykle dumna :-)

Wokół języka japońskiego pokutuje wiele mitów, które osoby znające ten język mogą jeśli nie doprowadzić do rozpaczy, to przynajmniej zadziwić albo zasmucić. Oczywiście, każdy z poniższych mitów jest stuprocentową prawdą, jeśli należycie do odłamu martyrologicznego, który lubi podkreślać nadludzki wysiłek włożony w przyswojenie nawet podstaw tego Niezwykle-Trudnego-i-Nienauczalnego-dla-Europejczyków-Języka.

No, to lecimy…

  1. MIT PIERWSZY – japoński jest najtrudniejszym językiem świata.

No nie jest. Oczywiście, wszystko zależy od tego, którym językiem jako ojczystym posługuje się przystępujący do nauki. Ja wiem, że są rankingi (głównie tworzone z punktu widzenia Amerykanów) i japoński tam króluje (co łechce też ego Japończyków), ale jednak zachowajmy choćby pozory rozsądku. Gramatyka japońska nie jest szczególnym wyzwaniem, wymowa również. Pozostaje pismo znakowe, które faktycznie może sprawić kłopoty na początku. Jednakże (choć lepiej od razu uczyć się kanji) bez pisma można spokojnie opanować japoński na poziomie komunikatywnym. W przypadku np. polskiego nie jest to takie oczywiste – gramatyka da w kość nawet entuzjastom. Wymowa też potrafi sprawić, że najwięksi twardziele się rozpłaczą. A łatwość przyswojenia liter na niewiele może się zdać ;-)

Jestem przekonana, że w kwestii większego stopnia skomplikowania niż japoński miałyby coś do powiedzenia również np.: węgierski, fiński czy nawaho albo języki inuickie.

  1. MIT DRUGI – wszyscy Japończycy pokrzykują jak na filmach samurajskich

A wszyscy Polacy przemawiają jak w „Krzyżakach” i „Trylogii”. Nie, na co dzień Japończycy na siebie nie wrzeszczą, a sam język jest w brzmieniu nieco dziecinny, za sprawą licznych zmiękczeń i „r”, które jest wymawiane inaczej niż w polskim, przez co brzmi trochę jak dźwięk pomiędzy „r” a „l”.

 

  1. MIT TRZECI – język grzecznościowy to prawdziwe przekleństwo dla cudzoziemców

Dla tych gorzej wychowanych bez wątpienia tak. Nie da się ukryć, że to ważna część kodu językowego i bez opanowania jego podstaw będziemy traktowani jak głupi gaijini, którym TRZEBA wybaczać brak obycia i przymykać oko na gafy. Jest to jakaś metoda radzenia sobie, czemu nie. Można jednak też popatrzyć na sprawę z drugiej strony. Faktem jest, że język grzecznościowy zawiera formy mające wywyższyć odbiorcę i/lub umniejszyć nadawcę. Efekt można osiągnąć poprzez stosowanie właściwych form gramatycznych i/lub odpowiednio dobranych czasowników i rzeczowników. Czyli np.: „Czy pan profesor zechce łaskawie spocząć tu na chwilę wraz z małżonką, a ja pozwolę sobie przedstawić sprawę, w której prosiliśmy o spotkanie?” Brzmi znajomo?

  1. MIT CZWARTY – pismo jest nienauczalne dla Europejczyków

Pismo japońskie może na początku onieśmielać. Potem może sprawiać trudność, jeśli nie przejdziemy z etapu „ojojoj, jakie to skomplikowane” na poziom myślenia obrazem. Ale jeśli już osiągniemy ten poziom, to nagle okazuje się, że:

  • po pierwsze – nowe znaki składają się elementów już nam znanych i nie trzeba się ich uczyć kreska po kresce,
  • po drugie – właściwie wcale nie trzeba uczyć się kolejności stawiania kresek w nowo poznawanych znakach, ponieważ nasza ręka już to „umie” (zawsze jednak warto dla pewności sprawdzić, czy nasze przypuszczenia są prawdziwe),
  • po trzecie – znane już wcześniej znaki lub ich elementy ułatwiają wywnioskowanie znaczenia nowego znaku.

Są też sprytne sposoby na naukę kanji.

No i znaków do opanowania w japońskim jest mniej niż w chińskim, więc odpada sytuacja ze „120 przygód Koziołka-Matołka”:

„Jest tych znaków nie tak wiele, Ze czterdzieści coś tysięcy, Więc się krótko będzie uczył, Sto lat może, lecz nie więcej!”

  1. MIT PIĄTY – Chińczycy i Japończycy są w stanie się dogadać, bo te języki są podobne.

Nie, zazwyczaj nie są w stanie. No chyba, że są wykształconymi Japończykami, którzy mają minimalne pojęcie o chińskiej gramatyce (szczególnie kolejności wyrazów w zdaniu) oraz zapoznali się nieco z kwestią uproszczonych hanzi. Wtedy mogą zrozumieć proste teksty pisane (nie zapominajmy, że Chińczycy używają na co dzień większej liczby znaków niż Japończycy). Czy będzie to działało w drugą stronę (Chińczyk rozumiejący tekst japoński) nie wiem, ale wyobrażam sobie, że obywatelowi Państwa Środka może być trudno ze względu na stosowanie przez Japończyków kany. Poza tym oba języki (chiński uprośćmy do mandaryńskiego, żeby nie wnikać w niuanse chińsko-chińskie) różnią się całkowicie – należą do różnych rodzin, mają inną gramatykę, używają odmiennych dźwięków. Pozorne podobieństwo wynika z posługiwania się zbliżonymi zestawami znaków. Dobrym przykładem na pozorność podobieństwa może być polski i wietnamski – w końcu oba posługują się alfabetem łacińskim ;-)

w 80 blogów dookoła świata - japonia9info.pl

INNE BLOGI BIORĄCE UDZIAŁ W AKCJI:

Austria

Chiny

Finlandia

Francja

Gruzja

Kirgistan

Niemcy

Norwegia

Tanzania/Kenia

Wielka Brytania

Włochy

ikona wpisu: macpengin via Foter.com / CC BY-NC

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz